Doma Vaquera - Najpopularniejszy hiszpański styl jazdy konnej


Konie iberyjskie, a w szczególności konie Czystej Rasy Hiszpańskiej mają wszelkie predyspozycje do pracy wymagającej od konia odwagi, posłuszeństwa i wysokiej klasy ujeżdżenia.
W Hiszpanii funkcjonuje kilka stylów jazdy przyjętych oficjalnie i kultywowanych m. in. w Andaluzyjskiej Królewskiej Akademii Sztuki Jeździeckiej, jednak najbardziej rozpowszechnionym i popularnym wśród nich jest styl „doma vaquera” z grubsza możliwy do przetłumaczenia jako styl ‘poganiaczy byków’...



Styl ten – opanowany w stopniu podstawowym – oferuje wspaniałe możliwości jeździectwa rekreacyjnego osobom wszelkiego pokroju i wieku. Konie ujeżdżone w tym stylu – zawsze zebrane, zwrotne i bezwzględnie posłuszne oraz siodła przystosowane do spędzania w nich wygodnie wielu godzin - ze strzemionami rynnowymi, w których utrzymuje się oparcie całej stopy ułożonej poziomo i mogącymi służyć równocześnie za ostrogę; to wszystko gwarantuje bezpieczeństwo i wygodę nawet mało wprawnemu jeźdźcowi. Za to przed bardziej ambitnym - otwiera się perspektywa opanowania specyficznej sztuki jeździeckiej, która przy zachowaniu swego charakteru użytkowego pozostaje jedną z najefektowniejszych w Europie.

Chciałbym więc przybliżyć w tym artykule zagadnienie stylu „doma vaquera” opierając się na publikacji historyka J. C. Altamirano zatytułowanej „Al son de la garrocha”.

Jakkolwiek korzeni stylu „doma vaquera” można dopatrywać się w konnych polowaniach na dzikie bydło przy pomocy włóczni praktykowane przez starożytnych Greków, jego rozwój w Hiszpanii rozpoczął się w wieku XIII, skąd pochodzą pierwsze podania o tego typu wydarzeniach. Przerodziły się one w rodzaj spektaklu, polegającego na zabiciu byka z siodła przy pomocy włóczni, które towarzyszyło Świętom Bożego Narodzenia, a także innym ważniejszym wydarzeniom dla podkreślenia ich świątecznego charakteru.

Począwszy od wieku XVI aktywność ta stała się domeną arystokracji, która posiadając środki i warunki do jej kultywowania, włączyła ją do swych rozrywek turniejowych, mogąc demonstrować w ten sposób swe kwalifikacje w dziedzinach „rycerskich”. Na dodatek – co zabawne – rozwojowi tej aktywności sprzyjały zalecenia medyków, którzy wszelkie ćwiczenia związane ze sztukami bitewnymi, jako takimi, które nie uwłaczały godności stanu (m.in. łowiectwo, fechtunek, jeździectwo, łucznictwo oraz... wchodzenie i schodzenie po schodach), uważali za cenne dla utrzymania dobrego zdrowia. W ten sposób ćwiczenia użytkowe czasu wojen awansowały w czasach pokoju do sztuk wyrafinowanych, doskonalonych w sensie artystycznym.

Tutaj trzeba się skoncentrować na samym fakcie zaistnienia konia Czystej Rasy Hiszpańskiej, którego pojawienie się miało ścisły związek z przytoczonymi wyżej okolicznościami historycznymi. Oczywiście funkcjonować będzie zawsze mit o starożytnym pochodzeniu tego konia bazujący na afirmacji tezy wytworzenia się jego charakterystycznych cech w toku naturalnej ewolucji i adaptacji do geograficznej specyfiki regionu Andaluzji, jednak ściślej rzecz biorąc jest to owoc pierwszego projektu genetycznego w historii służącego otrzymaniu konia o określonych właściwościach psychicznych i morfologicznych. Rozpoczął się on cedułą króla Filipa II wydaną w dniu 28 listopada 1567 r., w której nakazał on swemu koniuszemu Diego Lopez de Haro nabyć w mieście Cordoba 1200 klaczy i ogierów potrzebnych do stworzenia nowej rasy konia, która jednoczyłaby w sobie cechy, przedstawiane jako idealne już od czasów Grecji Klasycznej, podczas, gdy do tego momentu konie użytkowe hodowane były pod kątem ich przydatności do wybranych zadań bez zbytniego skupiania się na ich wyglądzie i jednolitości cech.

Wejście do użytku koni o wyselekcjonowanych w ten sposób walorach dało podstawę do ujeżdżania bardziej wyrafinowanego, gdyż ich skłonność do zebrania, a przede wszystkim podległość i oddanie w pracy sprawiły, że przy edukacji zwierzęcia można było teraz bez trudu zastąpić surowość i karę - łagodnością i nagrodą. W ten sposób wodze przestały już spełniać głównie rolę hamulca, a stały się środkiem przekazu bardziej subtelnych sygnałów.
Pojawienie się tak doskonałych koni i rozwój sztuki zabijania byka włócznią stał się impulsem dla ziemiaństwa, które zaczęło adaptować ten styl jazdy do celów związanych z hodowlą i zaganianiem bydła, co dało początek, ze swej strony, dyscyplinom zawartym dziś w ramach sztuki „doma vaquera” pod nazwą „rejoneo” i „acoso y derribo”.

W trójkącie jeździec – koń – byk, wewnątrz którego rozwijały się początki omawianego tutaj stylu jazdy zabrakło jeszcze opisu trzeciego elementu – byka.
Do połowy XVIII wieku główny problem organizatorów pokazów zabijania byka z siodła był taki, że stworzenia te najczęściej nie przejawiały minimum agresywności, ani brawury. Dlatego też schyłek dominacji arystokratycznej na arenach datuje się na okres drugiej jego połowy, w której to pojawiła się odmiana walecznych byków znana do dziś pod nazwą „toros bravos” oraz piesi torreadorzy popisujący się odwagą i sprawnością w bezpośrednim kontakcie z rozjuszonym adwersarzem. Te dwa elementy pozwalały odkryć braki w kwalifikacjach jeździeckich szlachty; popisy na arenie w miarę rozwoju i doskonalenia się tej odmiany bydła stały się niebezpieczne, zaś dobicie rannego zwierzęcia w wypadku zastosowania nieprecyzyjnego pchnięcia mogło wymagać zejścia z konia, co nie licowało z godnością wysoko urodzonego szlachcica dającego pokaz swej rycerskości przed publicznością, zwłaszcza, że publiczność ta była coraz szersza i to również pod względem rozwarstwienia społecznego.
W tej sytuacji na arenie zaczęli pojawiać się profesjonalni „rejoneadores” dający pokazy konnej walki z coraz bardziej agresywnymi bykami, a równocześnie rosła popularność widowiska i jego dostępność dla klas niższych.
Choć „rejoneo,” jako sztuka, zakiełkowała na arenie, właściwe miejsce jej rozwoju ustaliło się na pastwiskach, na których rozrastały się stada „toros bravos”. Zaganiacze musieli dostosować swój styl jazdy do wymagań, jakie stawiała przed nimi praca wśród tych widowiskowych stworzeń i choć niektórzy dopatrują się genezy stylu „doma vaquera” w starożytnych sztukach walki konnej, należy przyjąć, że w swej charakterystycznej postaci zakiełkował on na hiszpańskich polach w drugiej połowie wieku XVIII.
W ten sposób mamy tu do czynienia z ciekawym fenomenem, że sztuka zrodzona dla celów pokazowych rozwinęła się jako użytkowa, podczas kiedy za zwyczaj jest na odwrót. Właśnie konieczność manewrowania dzikimi i agresywnymi zwierzętami jakimi są „toros bravos” wymogła na zaganiaczach władanie wachlarzem ćwiczeń takich jak zwroty, piruety, zatrzymania w miejscu z galopu, zerwanie w galop z miejsca, które to ćwiczenia nie były produktem sztuki akademickiej, ale wynikały z konieczności improwizacji w sytuacji zagrożenia. Styl ten wymagał więc dla swoich celów zrewidowania ustalonych już wówczas podstaw sztuki jeździeckiej, według której koń winien poruszać się w sposób możliwie najbardziej rozluźniony i ekspresyjny. Zmianie uległy też kanony estetyki zewnętrznej. Ze względów praktycznych grzywy i ogony były krótko strzyżone, na naczółkach pojawiły się rzemyki przepędzające owady, siodło i strzemiona przyjęły znaną nam dziś formę podobną (i nie przypadkowo) do używanej przez arabów, która oferuje większą wygodę jeźdźcowi osiągniętą nieco kosztem konia, a na przednim łęku takiego siodła przytraczano koc. Bogate stroje zgodne z modą sprowadzoną z Francji ustąpiły obcisłemu i funkcjonalnemu ubraniu w prostej, czarno-białej kolorystyce dopełnionemu skórzanymi elementami dającymi doskonałą ochronę w terenie.
Z czasem wymogi jakościowe produktu jakim były byki do pokazów zmusiły hodowców już nie tylko do rozmnażania i selekcjonowania zwierząt pod kątem ich przydatności do walki, ale również do wypróbowywania ich jakości, a nawet doskonalenia ich szarży. W ten sposób sztuka jazdy „doma vaquera” w polu zaczynała wymagać coraz większej wirtuozerii, do tego stopnia, że dla próbowania i trenowania bydła angażowano wyspecjalizowanych jeźdźców. Konieczne było również dokonywanie pościgów za bykiem w celu zwalenia go na ziemię w ściśle określonym miejscu przy pomocy długiej piki zwanej „garrocha”. Było to stosowane dla wykonania na nim próby walki pieszej. Pościgi te zostały zresztą uznane przez Hiszpańską Federację Jeździecką jako jedna z dziedzin sportowych nosząca nazwę „acoso y derribo” .

Wraz z rozwojem sztuki walki z bykami tak z siodła jak i pieszo, zanikać zaczęła tradycja przebijania ich włócznią. Jej pozostałością w dniu dzisiejszym jest rokroczna celebracja w Tordesillas znana pod nazwą „Toro de la Vega” polegająca na zapędzeniu byka w określone miejsce przez pieszych, a później konnych i przebicie go włócznią, która to zabawa wywołuje każdego roku coraz większe protesty i kontrowersje ze względu na swój brutalny charakter. Jednak styl jazdy, o którym tutaj mowa, od czasu wyspecjalizowania się „rejoneadores” w swej sztuce ściśle i zawsze związanej z towarzyszeniem byka zaczął już rządzić się własnymi regułami i rozwijać własnym torem. Po zawirowaniach społecznych XIX wieku, okupacji napoleońskiej, kryzysie kolonialnym, wreszcie upadku monarchii absolutnej w Hiszpanii, trzeba było czekać na ponowny rozkwit tej sztuki aż do drugiej dekady XX wieku, kiedy to Antonio Cañero, syn nauczyciela jazdy konnej z Cordoba, swoimi występami na arenie spowodował odrodzenie się tej dziedziny jeździectwa, której artyzm kulminuje dziś w pokazach Andaluzyjskiej Królewskiej Akademii Sztuki Jeździeckiej, i która to dziedzina stanowi jedną z tak wielu tradycji wyróżniających kulturę Hiszpanii wśród wysoko ujednoliconych kultur Zachodniej Europy.

Styl jazdy „doma vaquera” obok wielu innych tradycji hiszpańskich składa się na wyjątkowy koloryt tej kultury – tak intrygujący dla obcych – i dający powód do dumy i poczucia wyjątkowości dla mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego.

Michał Ferens




Góra