Wzyta w Jerez

Okres Wielkiego Tygodnia zazwyczaj skłania do poświęcenia czasu na sprawy, które w życiu codziennym odsuwa się na nieokreśloną przyszłość. Korzystając więc z paru wolnych, w tym okresie, dni, postanowiliśmy odwiedzić „mekkę” jeździectwa hiszpańskiego: Real Escuela Andaluza del Arte Ecuestre, czyli Królewską Szkołę Jeździectwa w Jerez de la Frontera – mieście uznanym za kolebkę konia hiszpańskiego. To właśnie tu, w klasztorze Kartuzów, założono jeszcze w średniowieczu pierwszą hodowlę koni, których rasa rozkwitła i ustaliła się pod nazwą „hiszpańskich dzianetów”, określanych później mianem konia andaluzyjskiego i wreszcie, wraz z powstaniem państwowej księgi stadnej – konia czystej rasy hiszpańskiej, czyli „pre”.



Pałac

Główne
Akademia jeździecka w Jerez znana jest ze słynnego pokazu „Jak tańczą konie andaluzyjskie”. Jednak to nie pokaz był celem naszej pielgrzymki do Jerez, gdyż, według mnie, nie ten spektakl stanowi największą wartość tej instytucji.
Real Escuela – ma za swój jedyny cel odkrywanie, kultywowanie i rozwijanie sztuk związanych z tradycjami jeździectwa uprawianymi w Hiszpanii poprzez kształcenie profesjonalistów w każdej z przyjętych w swym programie dziedzin.

Te dziedziny, to oczywiście jazda w stylu hiszpańskim, dresaż klasyczny, przyjęta później, jako styl narodowy, „doma vaquera” oraz powożenie. Obok nich, kultywowane są również dziedziny pomocnicze, bez których czystość tradycji nie byłaby możliwa do zachowania. Są to: hodowla i pielęgnacja koni oraz siodlarstwo.

Tradycyjne siodło do jazdy


Uczelnia posiada własną hodowlę koni (oczywiście pre), a także własne palenie. Mistrz siodlarstwa wraz z uczniami przygotowuje wszelkie elementy rzędów i ubiorów, zaspokajając potrzeby ośrodka. Każdy koń pracujący tutaj ma swój własny rząd wykonany na miarę. Tak więc owoce działalności gospodarczej ośrodka pozostają wyłącznie na jego wewnętrzny użytek i nie są komercjalizowane, w każdym razie nie bezpośrednio. Zagrażałoby to jakości wykonywanej pracy, której celem jest wszak wyłącznie pielęgnowanie podjętych sztuk w najmniejszym ich detalu i w czystości stylu oraz działalność pedagogiczna.
Nasze odwiedziny w Real Escuela przypadły na dzień, w którym nie odbywał się żaden spektakl i było to posunięcie świadome i przemyślane. Dni, w których konie w Jerez „nie tańczą”- są najciekawsze dla miłośników koniarstwa: to dni codziennej pracy i treningu. Przez cały poranek można swobodnie przyglądać się pracy odbywającej się na wszystkich maneżach i bieżniach ośrodka, podglądać pracę mistrzów, podziwiać technikę koni i uczniów oraz słuchać uwag udzielanych im na bieżąco przez najlepszych w swej dziedzinie specjalistów. Nawet nie po to, bo podkraść coś, co i tak nie jest tajemnicą, ale raczej – otrzymać inspirację, a także przekonać się na własne oczy, o rzeczach, które czasem się wie, ale... nie do końca wierzy się w to, że ktoś tak naprawdę pracuje w praktyce.

Sam, kiedyś, na pokazie „doma vaquera” w Covarrubias koło Burgos słyszałem komentarz czytany podczas wykonywania pewnych bardziej skomplikowanych ćwiczeń, że tego rodzaju figur nie da się nauczyć konia z ziemi. Otóż w Jerez mogłem popatrzeć, jak na długich wodzach trenuje się konia w elementach wyższej szkoły tak dynamicznych i zaawansowanych, jak lotne zmiany nogi w galopie co takt, piruety, czy ustępowanie w galopie...

Przyszło mi wówczas do głowy, że czasem dobrze poczuć się w roli niewiernego Tomasza i samemu sprawdzić to, o czym świadczą inni. Filmować, ani fotografować tych treningów nie wolno, a więc każdy, kto czuje się Tomaszem – musi zajrzeć do Jerez. Być może po to tylko, żeby móc skrytykować lub uzupełnić moje przedstawione tutaj wrażenia, a być może po to, aby zdobyć inspirację, która wzbogaci codzienną pracę z końmi o ów niezbędny element artystycznej satysfakcji, którą tak łatwo zgubić wśród natłoku obowiązków.
Michał Ferens

Góra